Po pierwszym wypadzie opisanym w poprzednim poście, robiłem jeszcze kilka podejść w tym samym terenie, jednak bez rezultatu. Coraz lepiej rozumiem swój wykrywacz, zaczynam rozróżniać po dźwięku w słuchawkach co jest pod cewką, jednak wiedza to bardzo cenny, ale i jedyny wartościowy efekt tych wypadów. Obszar który odwiedzałem jest bardzo zaśmiecony współczesnym metalem, i jak sądzę dokładnie wyczyszczony ze wszystkiego co wartościowe. Udało mi się jednak złapać kontakt z ciekawymi ludźmi ze Śląska, poszukiwaczami z długim stażem i doświadczeniem, od których początkujący poszukiwacz jak ja może czerpać wiedzę całymi garściami. Koledzy zgodzili się zabrać mnie na właśnie organizowany wypad "w bliskie okolice", co prawda znowu nic nie znalazłem, ale podpatrując i podpytując kolegów bardzo dużo dowiedziałem się o pracy z wykrywaczem, i technice prowadzenia poszukiwań jako takiej. Zaś pozostali członkowie grupy.... no, tu było znacznie lepiej. Poniżej znaleziska dwóch kolegów, efekt jakichś 4 godzin chodzenia po polach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz