Po pierwszym wypadzie opisanym w poprzednim poście, robiłem jeszcze kilka podejść w tym samym terenie, jednak bez rezultatu. Coraz lepiej rozumiem swój wykrywacz, zaczynam rozróżniać po dźwięku w słuchawkach co jest pod cewką, jednak wiedza to bardzo cenny, ale i jedyny wartościowy efekt tych wypadów. Obszar który odwiedzałem jest bardzo zaśmiecony współczesnym metalem, i jak sądzę dokładnie wyczyszczony ze wszystkiego co wartościowe. Udało mi się jednak złapać kontakt z ciekawymi ludźmi ze Śląska, poszukiwaczami z długim stażem i doświadczeniem, od których początkujący poszukiwacz jak ja może czerpać wiedzę całymi garściami. Koledzy zgodzili się zabrać mnie na właśnie organizowany wypad "w bliskie okolice", co prawda znowu nic nie znalazłem, ale podpatrując i podpytując kolegów bardzo dużo dowiedziałem się o pracy z wykrywaczem, i technice prowadzenia poszukiwań jako takiej. Zaś pozostali członkowie grupy.... no, tu było znacznie lepiej. Poniżej znaleziska dwóch kolegów, efekt jakichś 4 godzin chodzenia po polach.
sobota, 3 października 2015
8.08.2015 - Śląsk
Już na następny dzień po zakupie wybrałem się przetestować swój wykrywacz. Na pierwszy raz wybrałem okolicę w pobliżu poniemieckich bunkrów z czasów drugiej wojny. Był do czas letnich upałów, szybko rosnąca
temperatura tak jak przewidywałem wygoniła mnie "z pola" już o rano 10.
Bylem
przekonany że takie obiekty jak bunkry czy schrony, będące zapewne
głównym celem wszelkich maści poszukiwaczy i innych "militarystów",
zostały przez lata wyczyszczone do "zera", a jednak coś mi się trafiło. A
być może po prostu inni poszukiwacze omijają niektóre artefakty jako
śmieci, jednak mnie moje znalezisko bardzo ucieszyło, w końcu to moje "pierwsze"
Od
razu powiem że nakopałem się jak głupi, nie potrafię jeszcze zrozumieć
"języka" swojego detektora (a i zapewne to kwestia ustawień) więc nie
wiedząc co prawdopodobnie chce mi powiedzieć Deus, kopałem każdy sygnał
jaki trafiłem. W efekcie było jakieś 15 czy 16 dołków różnej głębokości z
czego tylko 3 znaleziska były interesujące, 2 to "duchy" (nie znalazłem
kopanego obiektu), a reszta to lekko licząc półtora kilo wszelkiego
rodzaju złomu żelaznego, którego pierwotnej funkcji ciężko się nawet
domyślić ze względu na stan i korozje. A może to były po prostu odłamki i
szrapnele.
Co znalazłem, stary guzik (nie do zidentyfikowania), fragment harmonijki ustnej, oraz moją pierwszą monetę:
Jest to moneta bardzo często znajdowana na Śląsku - 1 Reichpfennig, egzemplarz w średnim stanie wybity w 1930 roku. Trzeba pamiętać że przed drugą wojną światową duża część Śląska będącego obecnie w granicach Polski, należała do Niemiec, więc znacznie łatwiej znaleźć w tej okolicy niemieckie monety przedwojenne niż polskie. Reichpfennig ze zdjęcia powyżej był bity w latach 1924-1936, powstało ich ponad 50 milionów sztuk. Stąd też do tej pory jest ich w obiegu kolekcjonerskim bardzo wiele, w tym takich w doskonałym stanie. Wartość materialna monety w stanie jak na zdjęciach oscyluje w okolicach 0, za to wartość emocjonalna, w końcu to pierwsze znalezisko, jak dla mnie jest nie do oszacowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)