wtorek, 29 września 2015

Detektor.. czyli wykrywacz

Narzędzie to nieodłącznie kojarzone jest z ... saperami. No właśnie, taka była geneza powstania pierwszych "nowoczesnych" wykrywaczy w postaci takiej jakie znamy - długi kij z talerzem na końcu, służący do wykrywania zakopanych w ziemi min. Swoją drogą konstrukcję tą stworzyło zimą 1941/42 dwóch naszych rodaków - por.Józef Kosacki i por.Andrzej Garboś, służących w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Prototyp stworzony przez Polaków sprawował się doskonale, twórcy postanowili nie chronić swojego wynalazku patentem, zamiast tego nieodpłatnie przekazali swój pomysł armii brytyjskiej. Tak powstał pierwszy nowoczesny wykrywacz metalu przyjęty na wyposażenie sił zbrojnych, na cześć twórców noszący nazwę Mine detector (Polish) Mark I. O tym jak bardzo udana była to konstrukcja może świadczyć fakt że ostatnie egzemplarze "polskiego wykrywacza" trzeciej generacji noszącego nazwę Mine detector (Polish) Mk. III wycofano ze służby dopiero w roku 1995.
Urządzenia się zmieniają, ich możliwości rosną wraz z postępem techniki, jednak podstawowa funkcja pozostaje taka sama - wykrywanie metalowych przedmiotów, nie tylko min, ale również monet, sztućców, naczyń, militariów, i całej masy innych przedmiotów rozpalających wyobraźnie eksploratorów i poszukiwaczy skarbów. Stąd też wykrywacz, obok saperki, stał się podstawowym narzędziem pracy również takich pasjonatów.
Zanim kupiłem swój pierwszy wykrywacz spędziłem sporo czasu na czytaniu. Po prostu tak już mam, nie lubię kupować niczego w ciemno, zwłaszcza że jestem zwykłym szarym człowiekiem i zakup wykrywacza stanowił dla mnie spory wydatek. Po kilku dniach miałem już jako takie pojęcie w tym czego szukam, oraz tym co i w jakich cenach oferuje rynek. Eksploracja nie jest moim pierwszym ani też jedynym hobby, sporo moich innych zainteresowań wymaga mniej lub bardziej wyrafinowanego sprzętu, przez co bazując na poprzednich doświadczeniach postanowiłem zakupić najlepszy wykrywacz na jaki mnie stać, nawet jeśli oznaczało to znaczne przekroczenie wstępnie zakładanego budżetu. Chciałem po prostu uniknąć kolejnego wchodzenia na ścieżkę która wędrowałem już wielokrotnie: zakup taniego (podstawowego) sprzętu który szybko zaczyna mnie ograniczać i budzić frustrację (Widzisz ? A wystarczyło dołożyć xx zł i miałbyś sprzęt dwie klasy lepszy). Więc sprzedaję swój niedawno zakupiony gadżet oczywiście ze stratą, po to żeby kupić lepszy. I historia się powtarza, bo znowu przyoszczędziłem, więc kolejna sprzedaż ze stratą, zakup, itd. Przechodziłem to na tyle dużo razy żeby nauczyć się ogólnie znanej prawdy - ludzi którzy nie są bogaczami nie stać na tanie rzeczy.
Wybrałem więc wykrywacz który mocno przekraczał założony budżet, ale oprócz tego że był jednym z droższych na rynku, uchodził też za jeden z najbardziej innowacyjnych i ciekawych konstrukcji ostatnich lat (a za to się niestety płaci). Jest bardzo lekki - a to jak ważna jest waga urządzenia które nosi się godzinami w jednej ręce staje się jasne już na pierwszym wypadzie. Do tego ma ciekawą teleskopową konstrukcję przez co można go złożyć kilkoma ruchami i spakować w plecaku. No i najważniejsze - między cewką (talerzem na końcu kija) a wyświetlaczem lub/i słuchawkami (w zależności jaką wersję kupimy) sygnał przesyłany jest bezprzewodowo. Nawet jeśli ma się panel i podłączone do niego słuchawki przewodowe, można panel schować w kieszeni więc kabel słuchawek sięga do kieszeni, nie do wykrywacza, nie jest się więc do niego "przywiązanym". Można odłożyć wykrywacz na bok na czas kopania, i operować saperką bez krepującego kabla i obaw czy nie wyrwie się gniazda.  
Wykrywacz to Deus XP, w wersji z panelem, bez słuchawek bezprzewodowych w zestawie, zakupiony 7 sierpnia 2015 w cenie prawie 4.000 zł. To sporo jak na możliwości mojego budżetu, ale moim zdaniem było warto. Oczywiście gdybym akurat nie mógł wydać takiej kwoty, kupiłbym coś tańszego, i również się cieszył. Warto jednak wybrać firmę która ma już jakiś dorobek w tej branży, daje to większą pewność że sprzęt uczciwie robi to co ma robić, nie ma też problemów z gwarancją czy ewentualnym serwisem. W internecie jest mnóstwo opinii na temat właściwie wszystkich obecnych na rynku producentów i modeli. Przestrzegam od razu przed wszelkiego rodzaju wykrywaczami z marketów które wyczuły koniunkturę na fali "złotego pociągu". Po prostu zapomnijcie o tym, nie idźcie tą drogą bo to pieniądze wyrzucone w błoto, podobnie jak innej maści sprzęt typu "no name" oferowany masowo na aukcjach. Nie stać mnie teraz na podstawowy model Garreta ? No trudno - muszę poczekać i dozbierać, a może jakaś używka ? To naprawdę lepszy wybór. A później.. tylko rodzina, wolny czas, i cierpliwość właściciela ziemi jest dla nas granicą.

Dzień pierwszy

Jestem początkującym poszukiwaczem. Takim śmiesznym gościem co to biega po polach i lasach z wykrywaczem metali, ekploratorem, itd.. określeń jest wiele. Swój pierwszy wykrywacz kupiłem dopiero jakieś 2 miesiące temu, więc wszystko jest dla mnie wciąż nowe, łącznie ze środowiskiem innych poszukiwaczy w które dopiero wszedłem.
O środowisku wypadałoby napisać parę słów, które być może przydadzą się innym początkującym. Przede wszystkim - środowisko poszukiwaczy czy też eksploratorów jest bardzo hermetyczne, nie wchodzi się w nie ot tak z ulicy, i dzieje się tak z całkiem konkretnych powodów. Po pierwsze i najważniejsze - trzeba sobie jasno uświadomić że hobby to, a mianowicie poszukiwania z wykrywaczem metali, jest w świetle obecnie obowiązujących przepisów NIELEGALNE. Rożne są szczegółowe interpretacje przepisów, jednakże jak to w naszym prawie - gdy Pan Policjant, prokurator czy inna osoba władna będzie się trzymała ściśle litery prawa, i zinterpretuje przepisy na naszą niekorzyść - będziemy mieli kłopoty. Oczywiście możemy dochodzić swoich racji w sądzie. Sytuacja pogarsza się gdy zostaniemy złapani "na gorącym uczynku", z kieszenią wypełnioną znalezionymi monetami, albo nie daj boże z niewypałem czy zardzewiałym VISem za pasem, gdzieś na polu rolnika który (słusznie) rozeźlony naszym wtargnięciem bez pytania na jego ziemie wezwał patrol. Znane są takie przypadki i ich skutki - bardzo negatywne dla takiego poszukiwacza. Tak że ... jest to pierwsza przyczyna - nigdy nie wiesz kim naprawdę jest ten "nowy" i jakie ma zamiary. Być może rzeczywiście jest świeżym pasjonatem i fajnym człowiekiem, a może też kimś kto wskutek braku odpowiedzialności, zawiści, czy urażonej ambicji narobi kłopotów wszystkim poznanym kolegom, 100% pewności nigdy się nie ma.
Drugi powód jest bardziej prozaiczny. Nowy poszukiwacz, jak to nowy, zazwyczaj niewiele wie i niewiele potrafi, ale ma zapał i będzie się uczył. Problem w tym że w środowisku poszukiwaczy największym dobrem i skarbem jest nie wykrywacz (choć jest ważny), nie znalezione już przedmioty (też są ważne), i nie zapał (oczywiście.. ważny również) ale tzw. "miejscówka", czyli miejsce w którym z jakiegoś powodu występuje w ziemi nagromadzenie historycznych artefaktów. Czy jest to pole dawnej bitwy, czy miejsce obozowania wojsk, czy może obejście dawno nieistniejącego domu, kościoła, karczmy itd - jeśli tylko wciąż tkwią tam metalowe przedmioty, miejsce to jest największym skarbem poszukiwacza. Taką miejscówkę, niespenetrowaną, nieznaną nikomu innemu, można eksplorować latami i wciąż znajdować nowe przedmioty. Co więcej, doświadczony poszukiwacz czy też grupa poszukiwaczy często ma nieformalne zezwolenie od właściciela miejscówki - pola, lasu czy też innego terenu, na poszukiwania i wykopki, pod warunkiem zachowania pewnej kultury poszukiwań. Oznacza to że poszukiwacz zasypuje po sobie KAŻDY wykopany dołek, unika czynienia szkód (nie niszczymy drzew, nie podkopujemy fundamentów, nie kopiemy na obsianym polu itd) i ogólnie pozostawia teren w stanie możliwie nienaruszonym.
Świeży poszukiwacz nie zna takich miejscówek, no bo w sumie skąd miałby znać. Do tego nigdy nie ma pewności czy po zabraniu go na "grupową" miejscówkę, czyli po podzieleniu się naszym skarbem, nie przyjedzie on sam albo ze swoimi własnymi kolegami następnego dnia, albo nocy, i nie tylko nie powykopuje co wartościowsze przedmioty, ale ogólnie zamieni teren w krajobraz iście księżycowy pozostawiając dziesiątki dołków i niszcząc co się nawinie. Po czymś takim pewne jest że właściciel terenu przegoni każdego poszukiwacza na 4 wiatry, w tym tą "porządną" grupę, a i w gorszym przypadku zapozna z patrolem lokalnej policji. Najcenniejszy skarb poszukiwacza może zostać bezpowrotnie stracony.
Stąd też do nowych w środowisku podchodzi się z dużą rezerwą i ostrożnością. Ale wystarczy odrobina wytrwałości, można zacząć od zalogowania się na jednym z ogólnopolskich forów, i znaleźć grupę ze swojej okolicy - tak właśnie zrobiłem. Złapać pierwszy kontakt, dać się poznać wstępnie na odległość. Później próbować załapać się na któryś z wyjazdów w ogólnie znane miejsca, zapoznać się z ludźmi osobiście, pokazać że kultura poszukiwań nie jest nam obca. Z czasem o ile jesteśmy normalnym człowiekiem, a nie wariatem z saperką czy nowym wcieleniem człowieka demolki, grupa nas zaakceptuje, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem. A wtedy otwierają się zupełnie nowe możliwości.